poniedziałek, 18 marca 2013

Artystą trzeba się urodzić i już!



Robin Holmes

 17 lat » klasa IV » pokój 306 

Większość dzieci doświadczyło matczynej miłości i ojcowskiej troski. Większość dzieciaków wychowało się w rodzinie niczym z obrazka, czy też amerykańskich filmów. Chodzili do najlepszych szkół, mamy wstawały rano i robiły im pyszne śniadania, na wszystko był czas, a nawet za coś nieodpowiedniego nie byli od razu osądzani. Takie dzieci od razu są szcześliwe, mają swoje własne wartości, nie mają najmniejszego problemu z niczym. Szkoda tylko, że tak wiele dzieci nigdy czegoś podobnego nie doświadczyło.
Takim dzieckiem jest na przykład Robin, obdarowana imieniem po pomocniku Batmana, jak sama twierdziła od małego. Ta oto ruda istotka została porzucona w szpitalu, mając zaledwie kilka dni. Nigdy nie poznała swoich rodziców, nigdy nie dowiedziała się jak się nazywali. Jako mała dziewczynka wiele razy marzyła o tym, że kiedyś moze jej rodzice zmienią zdanie, że wrócą po nią i w końcu będzie mogła być szczęśliwa, jak wiele innych dzieci. Nic takiego nie miało miejsca.
Wychowana przez wielu opiekunów, którzy mieli równie dużo na głowie... To nie miało na nią zbyt dobrego wpływu. Zamknięta w sobie ruda osóbka zawsze siedziała gdzieś z boku, nie miała ochoty bawić się z innymi dziećmi. Wolała rysować, wolała sama bawić się zabawkami jakie znalazła – nikt inny do szczęścia jej potrzebny nie był. A przecież próby znajomości mogły skończyć się porażką i płaczem. A tak być nie mogło.
W tej chwili Robin ma już lat siedemnaście, ale zbytnio nie zmieniła się od tamtego czasu. Chodzi wszędzie z nosem w książkach, swoich jedynych przyjaciołach – książki nic nie oczekują, nie krzyczą, nie złoszczą się. Książki po prostu są, zachęcają swoją okładką do zatopienia się w świecie niesamowitych historii, w świecie pełnym magii. Pozwalają człowiekowi stać się kompletnie innym, wcielić się w życie głównego bohatera – chociaż przez chwilę myśleć tak jak on, podejmować decyzje razem z nim. Główny bohater zawsze wie jak postąpić, a w prawdziwym życiu czasem ciężko podjąć niektóre decyzje. Dziewczyna wciąż kocha rysować, jak i pisać. Znalazła sobie pasję, w której może się spełniać – może wyrażać to co chce bez strachu, że ktoś ją skrytykuje. Może przelewać swoje myśli na papier, może być kim tylko chce. Może wymyślać historie, może wcielać się w swoje postacie... i zatapiać się w marzeniach o prawdziwym życiu.
Przez wieczne oderwanie od rzeczywistości, Robin jest niezwykle podatna na wszelkiego rodzaju wpływy innych. Mimo, że stara się jak może, to czasem z łatwością można ją do czegoś przekonać. Ktoś kiedyś powiedział, że ciekawość zaprowadzi ją do grobu i szczerze mówiąc – jest w tym trochę racji. Bo ona zawsze interesuje się wszystkim co możliwe, ładując się przy tym w niemałe kłopoty. Nie potrafi wypowiadać się przed większą grupą ludzi, zaraz się zawstydza i nie może wypowiedzieć ani słowa. Czasem problem sprawia jej nawet zwykłe rozmowa. Z jednej strony, bardzo chciałaby mieć kogoś bliskiego, kogoś komu może zaufać – z drugiej, cholernie boi się odrzucenia, boi się swoich własnych błędów. Robin to czysta niewinność i naiwność, co tu dużo mówić. Życie musi ją w końcu porządnie kopnąć w tyłek, żeby przestała marzyć o niewiadomo czym i w końcu skupić się na swojej przyszłości. W końcu nie codziennie dostaję się okazję by opuścić sierociniec, nie codziennie dostaje się stypendium.

2 komentarze: